KAMIENIE DZI – oddech starego świata

Sekretnik Świadomego Życia

KAMIENIE DZI – oddech starego świata

Ich energia jest jak opowieść zapisana w ziemi od tysięcy lat.
Każdy z nich ma swój unikalny wzór, swoją wibrację, swoją historię.
Są jak starzy nauczyciele – milczący, a jednak mówiący do tych, którzy potrafią słuchać.

TAJEMNICZE AMULETY
Były tu, zanim ludzie nauczyli się nazywać czas. Leżały w górskich strumieniach, ukryte w piaskach pustyń, schowane w fałdach ziemi, jakby sama natura czekała na tych, którzy potrafią je odczytać.
W świecie, gdzie czas płynie inaczej, a góry skrywają tajemnice starsze od samego człowieka, istnieją kamienie, które noszą w sobie pamięć przeszłości. To Dzi – małe artefakty o wielkiej duszy. Agaty, które od wieków były uważane za święte. Mówi się, że nie są jedynie ozdobą, lecz żywymi istotami – strażnikami losu, i to one wybierają
swoich właścicieli.

NARODZINY LEGENDY

Dawno, dawno temu, w cieniu himalajskich szczytów żył stary pasterz. Każdego ranka wędrował dolinami Tybetu, jego stopy znały każdy kamyk, każdą smugę światła na skalnych ścianach. Pewnego dnia, po wielkiej
burzy, znalazł dziwny kamień –błyszczący, gładki, ozdobiony hipnotyzującymi wzorami.
Czuł, jak bije od niego ciepło, jakby trzymał w dłoni żywą istotę.
Zabrał go do wioski, a tamtejsi mnisi rozpoznali w nim znak – to dar od bogów, oddech starych światów zamknięty w agacie – stwierdzili. Od tej pory kamienie Dzi stały się świętością. Wierzono, że nie są dziełem ludzkich rąk, lecz materializacją błogosławieństwa, które wpadło do świata ludzi prosto z niebios.
Inna legenda mówi o młodym pasterzu, który zgubił drogę wśród tybetańskich przełęczy.
Mgła gęstniała, noc była bliska, a wśród skał słychać było wycie wilków. Chłopiec modlił się o znak, który wskaże mu drogę. Wtedy zobaczył na ziemi kamień – gładki, podłużny, z wyraźnym, jasnym symbolem przypominającym oko. Gdy go podniósł, poczuł ciepło w dłoni, a jego serce napełnił spokój. Ów spokój pomógł mu odnaleźć zgubioną drogę.
Kiedy dotarł do wioski, starcy pokłonili się przed znaleziskiem. – To oddech starego świata – powiedział najstarszy z nich. – To Dzi. Kto je znajdzie – nie błądzi. Kto je nosi – nie zazna lęku.
Wiedziałam o tych kamieniach to i owo, ale przyznam, że nie było tej wiedzy zbyt wiele. Któregoś dnia powiedział mi o nich Łukasz. Nie zaiskrzyło. Moja więź z nimi pojawiła się dopiero w chwili, kiedy ręka moja dotknęła ich w sklepie Sonu. To niezwykłe miejsce, a Sonu zawsze wynajduje mi różne cudeńka. W przepięknym Boudanath prowadzi sklep. Poznałam go pięć lat temu. Oczarował mnie niezwykłymi historiami dotyczącymi rudrakshy. Powstał wówczas obszerny artykuł na ich temat. Niedawno, w trakcie swojej listopadowej podróży do Nepalu, zajrzałam odwiedzić go w jego sklepie. Zawsze częstuje mnie pyszną masala tea i w wiedzionym dyskursie opowiada ciekawe historie.
Mam świadomość, ale i pewność niezwykłą, że to, co dla mnie sprowadza, jest zawsze najwyższej jakości. Zapytałam go o kamienie Dzi. Wyjął kilkanaście. Obserwował uważnie, jak się im przyglądam. Nagle usłyszałam, że może mi pokazać o wiele bardziej wartościowe, choć te jego były przepiękne i nie stanowiły tanich podróbek. Powiedziałam, że chętnie
je obejrzę. Wyszedł na kilka chwil. A kiedy wrócił, trzymał w rękach dwa wyjątkowej urody Dzi. Zupełnie inne od tych, które widziałam dotychczas. Miały w sobie siłę przyciągania, jakiej wcześniej przy żadnych innych Dzi nie poczułam. Inny był ich kolor, rzadko też spotykane na nich były znaki. Od pierwszej chwili mnie zahipnotyzowały. Czułam, że za nic w świecie nie mogę wypuścić ich z rąk.
Nie pozwalały na to. Mocno poruszona tym, co się stało, wiedząc już doskonale, że ich nie oddam, postanowiłam zrobić z nich wisior dla mojego brata szamana. Poprosiłam tylko Sonu, żeby przełożył mi oba kamienie Dzi małymi rudrakshami. Tak też zrobił. Wróciłam po nie następnego dnia, a siła z nich bijąca zdawała się być jeszcze większa. W marcu podaruję je Jeleshowi. Ciekawe, co powie o nich mój szaman?